DSC_0082

Relacja: Foo Fighters w krakowskiej Tauron Arenie

19 lat to dużo czasu. Wystarczająco, żeby wydać siedem, świetnych albumów, zgarnąć parę nagród i stać się jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów na świecie. Ale 19 lat to także kupa czasu, by zaostrzyć apetyty polskich fanów formacji Foo Fighters. Dlatego też ich koncert w krakowskiej Tauron Arenie sprowadził tłumy osób z całego kraju. Najbardziej wytrwali pojawili się pod stadionem jeszcze dzień wcześniej i tam też spędzili noc. My stawiłyśmy się na sześć godzin przed otwarciem bram i to pozwoliło nam mieć zaszczytne numery 74 i 75 w kolejce. Pomimo deszczu i zimna wśród fanów panowała radosna atmosfera oczekiwania i wspólnoty. Ludzie dzielili się swoim prowiantem (dziękuję za pyszną bułę!), wzajemnie pilnowali sobie kolejek i z ożywieniem rozmawiali o wszystkich projektach muzyków z Foo Fighters. Dzięki temu godziny minęły niemal niezauważenie.

DSC_0117

Ok 17 grzecznie ustawiliśmy się w równiutkich rzędach przed wejściem na płytę i czekaliśmy na otwarcie boksów.

Ready, steady… GO! Ruszyliśmy! Każdy dawał z siebie wszystko, żeby zająć jak najlepsze miejsca przy barierkach. Nam przypadły nie najgorsze po lewej stronie wzdłuż wybiegu, co niestety nieco ograniczało widok na większość zespołu. Jedynie Grohl był momentami na wyśnione wyciągnięcie ręki.

Ale zacznijmy od początku – zanim na scenie pojawili się muzycy z Foo Fighters mieliśmy okazję posłuchać zaskakująco dobrego suportu w wykonaniu Trombone Shorty & Orleans Avenue. Mężczyźni skutecznie rozruszali nas wybuchową mieszanką jazzu, bluesa, rocka oraz funku ze szczyptą prawdziwego, afroamerykańskiego rapu. Piosenki przeplatane były żywiołowym jam session, w którym największą rolę odgrywały instrumenty dęte.

Rozluźnienie, która panowało w trakcie koncertu Trombone Shorty & Orleans Avenue rozproszyła się jednak w chwili, gdy scena została przysłoniona czarną kurtyną z literami „FF”. Kiedy z głośników zaczęły wybrzmiewać pierwsze nuty „Everlong” kumulujące się od 19 lat nadzieje, ekscytacje, napięcie oraz oczekiwania eksplodowały głośnym radosnym piskiem tysięcy (sic!) fanów. Wszyscy oszaleli.

Po podniesieniu kurtyny naszym oczom ukazał się zespół w komplecie z Dave’m Grohlem na słynnym, gitarowo-laserowym tronie. Natomiast oni ze swojej perspektywy mogli ujrzeć wielką biało-czerwoną flagę przygotowaną przez polskich fanów z setek karteczek. Pierwsze trzy kawałki zostały zagrane przed odurzoną entuzjazmem publiką. Kolejna akcja wypadła niczym wisienka na niezwykle apetycznym torcie. W trakcie „Learn to Fly” w powietrze poszybowała masa biało-czerwonych samolocików. Wyglądało to po prostu fenomenalnie i nawet Dave na moment stracił głowę i zaniósł się perlistym śmiechem (jak widać na tym nagraniu TU w czasie 4:44).

DSC_0090  DSC_0101

Panowała niezwykła atmosfera pomiędzy członkami zespołu (ulubiony moment to przezabawna rozmowa pomiędzy Grohlem a perkusistą – Taylorem Hawkinsem) oraz fanami, którzy skakali jak szaleni przy „Pretender”, wyczekiwanej przez nas „Arlandrii”, czy White Limo. W czasie „Big Me” publiczność stworzyła wspaniały nastrój zapalając latarki w telefonach. Z pewnością niezapomnianym dla wielu kawałkiem było „Skin and Bones” w trakcie którego Rami Jaffee dał prawdziwy popis gry na akordeonie. W pamięci wielu pozostanie również wspólnie odśpiewany refren piosenki „My Hero” oraz perkusyjne solówki Taylora Hawkinsa – prawdziwego wirtuoza perkusji.

Gdy wszyscy myśleli, że lepiej być nie może Foo Fighters znowu zaskoczyli fanów. W trakcie „All My Life”, zespół pozwolił sobie wtrącić fragment nowego utworu. Smaczek, który niektórym umknął, dla innych stał się zajawką nowego albumu i hipotezą dotyczącą tajemniczego odliczania na oficjalnej stronie internetowej Foos. Wdech – wydech – wszystkiego dowiemy się już za 9 dni!

 

DSC_0085

DSC_0084

Wspaniałe miejsca przy barierkach jakie udało nam się upolować miały swoją cenę – przez cały niemal koncert byłyśmy ściskane przez tłum niczym sardynki w wyjątkowo ciasnej puszcze. Nie do końca miałyśmy możliwość skakania i nieco bałyśmy się o bezpieczeństwo naszych żeber. Zdzierałyśmy przy tym gardła jak opętane wyśpiewując każda niemal piosenkę.

DSC_0118

Zespół zaśpiewał wszystkie swoje największe hity oraz parę kawałków z nowej płyty „Sonic Highways”, co w pewnym sensie zrekompensowało tak długi czas oczekiwania na koncert w naszym kraju. W błędzie będzie był jednak ten, kto sądził, że 2,5h grania zaspokoją stęsknionych (no i nieco napalonych) polskich fanów. Występ Foo Fighters sprawił jedynie, że wielu z nas ma ochotę na więcej i nikt po prostu nie wytrzyma psychicznie kolejnych 20 lat. Dave, Nate, Chris, Pat, Taylor i Rami po prostu nie mają wyboru – muszą do nas wrócić jak najszybciej, bo inaczej będą odpowiedzialni za przepełnienia w polskich szpitalach dla obłąkanych ;)

DSC_0106 

DSC_0114

Nessa: Foo Fighters udowodnili tym koncertem, że są najlepszym rockowym zespołem na obecnym rynku muzycznym. Fenomenalni na scenie i na płytach. Klasa sama w sobie. Warci każdego sinika i obolałego żebra. Krótko mówiąc- najlepszy koncert życia dla dużej części osób, z którymi miałyśmy okazje porozmawiać na zorganizowanym przez Foo Fighters Crew Poland afterparty. I dla mnie też. Do tej pory nie dochodzi do mnie, ze mogłam uczestniczyć w tym wydarzeniu. Nadal trochę żałuję, że Dave nie zdecydował się zagrać dla nas więcej niż jednej linijki „Blackbird” The Beatles, bo już po tym fragmencie miałam łzy w oczach. Pozostaję mi mieć nadzieję, że następnym razem może będę miała okazje zasłuchać się w piosenkę jednego z moich ulubionych kultowych zespołów zagraną przez moją inną ulubioną grupę. Skoro już tyle marzeń spełnili to czemu nie kolejne? :) Grohl obiecał, że następnym razem przyjadą szybciej. Trzymam za słowo i nie mogę się doczekać!

Roksa: Moje serce należy do kilku kumpli po fachu Dave, jednak jest w nim miejsce specjalne dla Foo Fighters ;) Ten zespól nie potrzebuje skandali i taniej promocji by zaznaczyć swoje miejsce na rynku muzycznym. Ich najlepszą reklamą jest muzyka, którą tworzą – szczera, momentami zabawna bądź zmuszająca do zadumy. Uważam, ze jestem szczęściarą z racji tego, że mogłam pojawić się na tym koncercie, które było doświadczeniem wspaniałym i niezapomnianym. Wspaniali ludzie, których miałam okazję poznać w kolejce, tłumie bądź afterparty po koncercie są dowodem na cos jeszcze – fani Foo Fighters są niczym rodzina. To niezwykłe, przemiłe istoty tak jak ich idol – „The Nicest Dude in Rock” ;)

12231437_1212161115483899_704520410_n

Wszystkie akcje- zarówno te w czasie koncertu jak i grę planszową jaką zespół otrzymał na backstage- zostały zorganizowane przez Foo Fighters Crew Poland i wyszły fenomenalnie! Zachwyciły również zespół jak widać na profilu klawiszowca zespołu;)