opener2015_komunikat2

„Musisz to usłyszeć na żywo!” – Open’er 2015

wg Nessy- blues, brytyjski rock i odrobina zdrowego lekkiego rocka ;)

 

Hozier – Głos z duszą. Tak krótko mogę podsumować dotychczasową twórczość Irlandczyka. Zaczęło się od „Take Me To Church”, które w pewnym momencie leciało dosłownie wszędzie. Zapewne macie już odruch wymiotny, kiedy to słyszycie, prawda? Ja też jestem tym kawałkiem solidnie wymęczona. Jednak Hozier to nie tylko ten utwór. Cała solowa płyta została przez recenzentów ciepło przyjęta (w tym nieskromnie wspomnę, że przeze mnie też). Bluesowe „Someone New”, „Angel Of Small Death & The Codeine Scene” czy „Jackie and Wilson” (w czasie którego wszystkie intensywniejsze fanki zapewne wyobrażają sobie już dzieci, które będą mogłi „wychowywać na R&B” ;)) to niezwykłe kawałki, które brzmią fenomenalnie w wersji na żywo. Warto też dodać, że Hozier przy swojej debiutanckiej płycie został obsypany nagrodami i nominacjami, a to dopiero początek. Szkoda nie zobaczyć zalążka rozwijającej się gwiazdy sceny muzycznej.

 

 

Kodaline – Irlandzki rockowy zespół mający na koncie dwie płyty. Kto czyta bloga wie, że zachwycałam się ich tegorocznym albumem „Coming Up For Air”. Pierwsze zauroczenie trochę opadło jak to zwykle bywa, ale przyjemność ze słuchania nadal silna. Szczególnie dzięki niezwykłemu głosowi wokalisty. Może nie wszystkie ich kawałki są najwyższych lotów, ale kto nie lubi lekkiej muzyki, przy której można się pokiwać z prawej nóżki na lewą? Od „High Hopes”, przez „All I Want” po „The One”- zapalniczka w dłoń i na koncert! Idealny na zabranie swojej drugiej połówki. Hm… A może też zapoznanie? Kto wie ;)  Ja póki co będę musiała się zadowolić wyciągnięciem na niego Roksany… Możecie mi współczuć!

 

 

The Vaccines – Nigdy ich nie słyszałam na żywo, ale po pierwszych niezwykle energicznych płytach czuję, że są to koncertowi wyjadacze pełni pozytywnej energii. „If You Wanna”, „Post Break-Up Sex”, „Wreckin’ Bar (Ra Ra Ra)”, „Wetsuit”, „Teenage Icon” po najnowse „Handsome” to wyciśnięte soki z czystego brytyjskiego rocka.  Nie wyobrażam sobie pominąć koncert tych muzycznych młodzików!

 

 

Wg Roksy – podarte koszulki, pogo i szczypta szaleństwa.

 

Eagles of Death Metal – nie przesadzę mówiąc, ze jest to najseksowniejszy i najbardziej szalony muzyczny duet na świecie. Pikanterii dodaje fakt, że już w październiku światło dzienne ujrzy ich kolejna, 4 już płyta. Baby Duck czy raczej Carlo Von Sexron, znany polskiej publiczności jako Josh Homme z Queens Of The Stone Age oraz Jessie Hughes czyli The Devil bądź Boots Electric zapewnią słuchaczom niezapomniane, nieco sprośne show. Jestem o tym przekonana! :)

 

 

The Prodigy – można mówić, że ich nowa płyta to odgrzewany kotlet – ale trzeba przyznać, że takie utwory jak „Nasty” czy  „The Day is My Enemy” mają koncertowy potencjał! Także strzeżcie się ściany śmierci i gigantycznego pogo – The Prodigy wiedzą jak „rozerwać” publiczność.

 

 

Alabama Shakes – takiej szalonej mieszanki bluesa, rocka i soulu nie słyszałam już dawno. Brittany Howard jest niesamowita artystką, która spokojnie może stanąć w tym samym szeregu co Janis Joplin, Amy Winehouse czy Jack White. Tego koncertu po prostu nie wolno przegapić!