Desktop

MUZYCZNY PORTRET: Eric Clapton

Życiorys Erica Clapton mógłby posłużyć za scenariusz niejednego filmu.  „Człowiek znikąd”, któremu udało się zawojować światową sceną muzyczną i stać się jednym z symboli rocka. Członek wielu zespołów i wybitny solista, którego osobiste tragedie, stawały się inspiracją dla muzyki, którą tworzył.

Lata 60 i 70 w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych to okres rewolucji kulturalnej powstałej na kanwie wojny w Wietnamie. Hipisi, „Flower Power”, wolna miłość, narkotyki i rock – to wtedy kształtowały się dziesiątki wybitnych zespołów, które tworzyły nowe, świeże nurty w muzyce. The Who, Free, The Doors, Jefferson Airplane… można długo wymieniać kapele nagrywające w tym okresie swoje największe hity będąc na narkotykowym haju większym niż Mickiewicz pisząc wielka improwizację. Eric Clapton wpadł w sam środek wir zdarzeń targających Wielką Brytanią i szybko wpasował się w panujące trendy. Stał się żywą legendą bluesa nagrywając z takimi zespołami jak The Yardbirds, John Mayall & the Bluesbreakers oraz tworząc supergrupę Cream wraz z  Jackiem Bruce (z Manfred Mann, the Bluesbreakers oraz Graham Bond Organisation) oraz Gingerem Bakerem (z Graham Bond Organisation).

Krótką charakterystykę tego artysty można by było skończyć w tym miejscu dodając kilka informacji prosto z wikipedii, dotyczących zespołów z którymi występował, nałogów w które popadł i wyróżnień którymi został uhonorowany. O nie! Tego nie zrobię. Życiorys Claptona jest zbyt intrygujący by potraktować go po macoszemu i chociaż częściowo chciałabym uchylić rąbek tajemnicy poliszynela związanego z tym człowiekiem.

„Layla” to jedna z moich ulubionych miłosnych ballad, wydana przez ówczesny zespół Claptona -Derek and the Dominos. Był to okres kiedy muzyk zaprzyjaźnił się z Georgem Harrisonem, jednym ze słynnych Beatelsów. Clapton często bywał w jego domu gdzie poznał Pattie Boyd – modelkę, żonę i muzę „żuczka” z Liverpoolu, w której zakochał się bez wzajemności. Poznał także jej siostrę, z którą postanowił zamieszkać, ta jednak porzuciła muzyka po usłyszeniu skomponowanej przez niego piosenki „Layla”, stworzonej z myślą o pięknej Pattie. Złamane serce i samotność pchnęły Claptona ku heroinowemu uzależnieniu. Problemy finansowe sprawiły, że zaczął wyprzedawać kolekcję ukochanych gitar, by moc trwać w nałogu. Dopiero interwencja Pete Townshenda z zespołu The Who uratowała muzyka przed załamaniem i niechybną przedwczesną śmiercią.

Eric Clapton dopiął swego. Pattie Boyd ostateczne została jego zoną w 1979 roku, lecz nie było to szczęśliwe małżeństwo. Clapton zmagał się z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu. Wdawał się również w wiele romansów. Modelka porzuciła artystę już pięć lat po ślubie gdy ten odmówił leczenia alkoholizmu. 3 lata później wzięli rozwód.  Na zawsze jednak pozostał przyjacielem Georga Harrisona.

Owocem związku z Lorą Del Santo był urodzony w 1986 roku chłopiec o imieniu Conor. Ukochany syn zginał jednak w wieku 4 lat po upadku z 53. piętra nowojorskiego apartamentu swojej matki. By uczcić pamięć po zmarłym dziecku Clapton skomponował „Tears in Heaven” nagrodzony statuetką Grammy, która była nędzną pociechą dla artysty. Jest to jeden z tych kawałków, które wywołują dreszcze. Muzykowi udało się przelać w utwór wszystkie targające nim emocje: rozpacz i żal po stracie. Za każdym razem gdy wykonuje tę piosenkę mam wrażenie, ze na nowo przeżywa swoja tragedię.

Można powiedzieć, że Eric Clapton odzyskał spokój dopiero w latach 90. – zdołał zawrzeć stabilny związek, a utwór „Three Little Girls” znajdujący się na albumie z 2006 roku opowiada o radości  z życia rodzinnego z żoną i córkami.

Jego burzliwe życie, wzloty i upadki to gotowy scenariusz filmowy. Clapton wielokrotnie musiał płacić za swoje błędy i podnosić się z bolesnych upadków. Jego życie jest także opowieścią o zwycięstwie, o walce z nałogami i odnalezieniem stabilizacji i spokoju, a przede wszystkim – historią o niesamowicie utalentowanym artyście.