DSC_0940-2

Relacja: Ørganek we wrocławskim Starym Klasztorze

Wczoraj wieczorem miałam okazję uczestniczyć w koncercie Organka we wrocławskim Starym Klasztorze. To niezwykłe miejsce, które coraz prężniej rozwija się w muzycznym świecie dolnośląskiej stolicy. Zdążyłyśmy już je trochę opisać przy relacji z występu Curly Heads. Nadal jestem zachwycona salą gotycką, w której odbywa się większość koncertów. Wielka nawa, w której stoi lekkie podwyższenie będące tu sceną nadaje muzyce atmosferę tajemniczości. Niezwykłe miejsce, gdzie dzieje się magia!

DSC_0905 (1)Przed właściwym koncertem na scenie pojawiła się rozczochrana, lekko zagubiona istotka z gitarą elektryczną w rękach- The Pau. Jest to solowy projekt 22-letniej Pauliny. Dziewczyna mówiąc krótko dała czadu. Tą artystkę widzę jako polską Joan Jett odnajdującą się w garażowym punk rocku. Jej specyficzny styl śpiewania brzmi fenomenalnie w takich miejscach z aurą jak Stary Klasztor. Emocjonalnie pozwoliła mi się przenieść w czasy filmów „Spona” czy „Chłopaki nie płaczą”. Bardzo chętnie wybiorę się na jej występ jeszcze raz. Może tym razem The Pau w roli głównej? Obowiązkowo będę śledziła dalsze poczynania.

Zaraz po rozgrzaniu przez support przyszedł czas na gwiazdę wieczoru- Organka. Pierwszy na scenie pojawił się Tomek, który idealnie odnajduje się w nowej męskiej modzie „na drwala”. Zaczęli od świetnych, surowych gitarowych rifów w blusowym stylu, które przewijały się przez cały koncert i wywoływały ciarki na ciele. Na rozruszanie otrzymaliśmy solidną dawkę kawałka „Dziewczyna Śmierć”, który w wersji na żywo brzmi o wiele intensywniej niż na albumie. Już po chwili Tomek przedstawił się nam swoim utworem „Nazywam się Organek”, który rozruszał publiczność. Przy tej piosence wiedziałam już, że koncert będzie udany, bo przede mną występowało istne zwierze sceniczne żywiące się emocjami płynącymi od strony słuchaczy. W czasie znanego „Kate Moss” i „Autostrada 666” publiczność dołączyła do śpiewania wraz z wokalistą, a ja do skakania. W ciągu blisko 2 godzin muzyki mogliśmy oddać się zadumie w czasie „Ta Nasza Młodość”, a z drugiej strony poczuć się jak na potańcówce w klubie country w rytmach „O, Matko!”.

DSC_0920 DSC_0922-2 DSC_0917

W połowie występu dano nam możliwość delektowania się piosenki „Głupi Ja” w wersji akustycznej. Po dołączeniu klawiszowca, który okazał się nadzwyczaj uzdolniony na ukulele, panowie postanowili zaśpiewać nam „Wrocławską piosenkę” Marii Koterbskiej. Próbowali to bardzo dobre określenie, bo niestety nieznajomość tekstu utworu może bardzo przeszkadzać w jego wyśpiewaniu, o czym przekonał się Organek. Ostatecznie refren brzmiał mniej więcej „niebieskie tramwaje lalalala”. Wybaczamy, bo miał dobre chęci, a wrocławianie to sobie cenią.

DSC_0925-2 DSC_0940-2 DSC_0952

Na koncercie nie mogło zabraknąć paru angielskich piosenek, które znajdują się na krążku „Głupi”-surowo brzmiącego „King of the Parasite” oraz intrygującego „Stay”. Na debiutanckim albumie Organek sprawnie porusza się między różnymi muzycznym stylami. Słyszę tutaj rock, blues, country i dużo brudnych dźwięków, które sprawiają uszom wiele przyjemności.

DSC_0967Jak każdy porządny koncert i ten nie mógł się odbyć bez paru ciekawych zjawisk. Jednym z lepszych momentów było ubranie się Tomka w przykrótki damski sweterek, który leżał na scenie. Złapał go przez przypadek, a po dopingu publiczności już nie miał wyjścia i miał obowiązek odśpiewać w nim co najmniej jednej piosenki.

Zaskoczyło mnie pojawienie się pogo pod sceną. Co najciekawsze jego główni uczestnicy i prowokatorzy byli płci żeńskiej. Dopiero w czasie bisu dołączyło parę krzepkich mężczyzn powodując rozrośnięcie pogo do połowy sali. Ostatecznie Wrocław pokazał, że umie się dobrze bawić!

Koncert Organka w Starym Klasztorze okazał się o wiele lepszy niż się spodziewałam. Oczywiście byłam zainteresowana jego twórczością wcześniej. Wiedziałam, że to kawał dobrej muzyki, ale nie spodziewałam się aż tak udanej zabawy. Pogo mówi samo przez się;)

DSC_0979