Who the fuck is Paul McCartney?!- czyli krótkie zestawienie muzyków, których znać po prostu wypada

 

Natchnione burzą, która wybuchła w Internecie dzięki „lekkiemu” niedoinformowaniu fanów Kanye Westa, obie stwierdziłyśmy, że taki post jest obowiązkowy na naszym blogu. 

Dla niewtajemniczonych lub nieżyjących facebookiem tak jak my -> Kanye West nagrał ostatnio piosenkę z Paulem McCartneyem. Fani rapera nie kryli ekscytacji związanej z nowym hitem swojego idola, docenili również byłego Beatlesa… Jednocześnie wróżąc mu świetlaną karierę dzięki występowi z tak wybitnym muzykiem jakim jest Kayne West.
Czy był to wyjątkowo udany trolling, czy brak znajomości klasyków rocka? Po cichu wierzymy jednak, że to pierwsze. Naszym czytelnikom na pewno nie trzeba przypominać kim jest Paul McCartney, lecz prowokacja na nas zadziałała – postanowiłyśmy naskrobać kilka słów na temat muzyków, których fanami byli nasi rodzice i dziadkowie i o których – naszym skromnym zdaniem – wiedzieć po prostu wypada.

  • The Beatles

Nie słyszałeś? Niemożliwe. The Beatles byli w latach 60-tych jak obecni One Direction. Nie owijając w bawełnę – taka jest prawda. Dziewczęta mdlały ja ich widok. Kogo? Czterech przystojniaków (o gustach się nie dyskutuje – Roksa), czyli Paula McCartneya (tak, tego Paula ze wstępu), Johna Lennona, Ringo Stara i George’a Harrisona. Kto obecnie nie zna „Let It Be”, „I Want To Hold Your Hand”, „Yellow Submarine”, „Yesterday”, „Help” czy brawurowe „Hey Jude”? Za mało? W zapasie mamy jeszcze „Blackbird”, „Here Comes The Sun”, „With A Little Help From My Friend” czy według niektórych (Nessa się kłania) najlepsza piosenka wszechczasów „All You Need Is Love”. Ten zespół sypał hitami jak z rękawa. Muzyka, teksty, wszystko stworzone głównie przez Johna i Paula. One Direction, Backstreet Boys czy ‚N Sync mogą się przy nich schować. 

Dla niedoinformowanych- Paul McCartney dalej tworzy i od lat z powodzeniem nagrywa kolejne płyty. Z całego serca polecamy utwór „Queenie Eye” z zeszłego roku.

https://www.youtube.com/watch?v=ZwDlnKUmgXw

  • QUEEN

Nie, nie QUEEN obecny. Adam Lambert to nie jest ich wokalista. Zresztą sam fakt, że grają jako „QUEEN i Adam Lambert” mówi sam za siebie. Prawdziwym i właściwym frontmanem zespołu zawsze będzie zmarły w 1991 Freddie Mercury. Nie uwłaczam tutaj talentowi Adama, bo z tego co słyszałam i widziałam młody Amerykanin ma bardzo dobre warunki wokalne. Sam Brian May, współzałożyciel QUEEN przyznaje w wywiadach, że Lambert potrafi zaśpiewać wyżej niż jego słynny poprzednik. Jest to zespół, który szanuję i kocham cała swoją duszą. Wielbię „Too Much Love Will Kill You”, skaczę przy „Radio Ga Ga”, cenię „Friends Will Be Friends”, tupię nóżką przy „Crazy Little Thing Called Love” i wzruszam się słuchając „Who Wants To Live Forever”. Wszystkie piosenki zostały napisane przez członków zespołu i wyśpiewane barytonem Freddiego – z emocjami jakich nie potrafi oddać żaden inny, nawet najlepszy śpiewak.

  • Creedence Clearwater Revival (CCR)

Przenosimy się do Stanów Zjednoczonych w roku 1969. Dzieci kwiaty, wolna miłość i rock’n roll – wszystko to jednak w cieniu wojny w Wietnamie. Na farmie niedaleko Nowego Yorku odbywa się festiwal, który obecnie uważany jest za jedno z najważniejszych wydarzeń, które zmieniło historię rock’a. Pierwszy Woodstock przyciągnął ponad 400 tys. osób i 33 artystów, którzy uświetniali imprezę. Wśród nich znalazł się zespół Creedence Clearwater Revival (CCR) – prekursorzy stylu rock and roll revival czerpiącego z amerykańskiego folku i bluesa. Ich twórczość była protestem przeciwko sytuacji politycznej w USA. Nazwa zespołu wielu osobom wydaje się obca, jednak muzyka jest mocno zakorzeniona we współczesnych mediach. „Fortunate Son” to przebój, który poznałam dzięki kinowemu hitowi „Forrest Gump”. „Bad Moon Rising”, „Run Through The Jungle”, „Have You Ever Seen the Rain?”… to kolejne utwory, które na stałe związały się ze współczesną kulturą oraz kinematografią i o których – ze względu na ich niesamowita wymowę i pacyfistyczne przesłanie – pamiętać trzeba!

  • ABBA

Kolejny zespół, który znamy czy tego chcemy, czy też nie. Ulubiony zespół młodości mojej mamy i obowiązkowa muzyka imprezowa lat 70-tych i 80-tych. Do dziś bardzo przyjemnie słucha się takich utworów jak „Super Trouper”, „Mamma Mia”, „SOS”, „Dancing Queen”, „Thank You for the Music” czy też słynne „Waterloo”, które dało zespołowi zwycięstwo w konkursie Eurowizji. Szwedzki zespół otrzymał „drugie życie” dzięki musicalowi „Mamma Mia”, który powstał na podstawie największych hitów ABBY -nie ukrywamy, że i my jesteśmy fankami tej komedii.

  • Aerosmith

Steven Tyler wydaje mi się być artystą nieśmiertelnym. Aerosmith od roku 1970 istnieje w niemal niezmienionym składzie, a muzycy występują po dziś dzień z energią i entuzjazmem, którego mogą pozazdrościć ich o wiele młodsi koledzy po fachu. Ciężko jest wymienić kilka najlepszych utworów tej grupy, bo ich liczba nas przytłacza. „Walk This Way” z roku 1975 jest równie dobry i świeży jak „Jaded” z 2000. W 2014 zespół gościł w łódzkiej Atlas Arenie w ramach Impact Festival – liczymy na to, że nie był to ich ostatni koncert w naszym kraju i jeszcze nie raz uda nam się usłyszeć i zobaczyć Stevena, Joe, Toma, Joey’a oraz Brada na żywo.