Relacja: Curly Heads- So just get the fuck out leave me alone in my Jurrasic World

Curly Heads

Nessa: Wybierając się na koncert Curly Heads nie spodziewałam się, że zostanę przeniesiona w świat dinozaurów. Nie przewidziałam również, że nad głowami fanów przeleci pterodaktyl. Bo takie stworzenie w XXI wieku? Tylko z tymi pięcioma szalonymi chłopakami  na scenie jest to możliwe.

Roksa: Kędzierzawa ekipa przyjechała do Wrocławia w ramach swojej trasy koncertowej, promującej pierwszą płytę „Ruby Dress Skinny Dog”, która szturmem wdarła się na polskie listy przebojów. Dawid Podsiadło i jego koledzy zafundowali polskiej scenie muzycznej mocny powiew świeżości. Okazało się, że Ci młodzi ludzie potrafią skomponować, zagrać i zaśpiewać coś niezwykle dojrzałego i  spójnego.  Proste, a zarazem trafiające w samo sedno teksty, prawdziwe rockowe brzmienie wymieszane z młodzieńczą otwartością i chęcią eksperymentowania – to jest właśnie Curly Heads.

1398702_10203401419539531_1396049143262151382_o

N: Cały koncert odbył się we wrocławskim Starym Klasztorze, który już sam z siebie tworzy świetny klimat. Co ciekawe, barierki na tym koncercie praktycznie nie istniały. Sądzę, że organizatorzy postawili je tylko, aby ludzie w pierwszych rzędach mieli się na czym oprzeć, bo bez problemu odłożyłam telefon i torebkę na brzeg sceny, żeby mi nie przeszkadzała w skakaniu. Bo było skakanie, oj, było!

R: Ja wręcz przeciwnie – rozpocznę od krytyki.  Piękna, ceglana, kościelna ściana, gotyckie sklepienie, a do tego… pokryta gipsem antresola, która uderzyła nieco moje poczucie estetyki (mam spaczenie zawodowe). Pod sceną zaczął się kłębić tłum. Zauważyłam sporo młodych osób – cieszy mnie bardzo, że ludzie nie dają się ogłupić muzycznej papce, którą karmią nas niektóre stacje radiowe. Oburzyło mnie jednak, że klub zdecydował się na sprzedaż alkoholu w szklanych butelkach, które trzymało w dłoniach wielu stojących pod sceną ludzi. Wzniosłam oczy ku niebiosom i poprosiłam by nie oberwać jedną z nich w głowę w trakcie koncertowego szału. Barierki znajdujące się tak blisko sceny również przez chwile bardzo mnie cieszyły. Artyści byli DOSŁOWNIE na wyciągnięcie ręki. Niestety przestało być tak fajnie gdy stado fotoreporterów zaczęło się  przepychać koło mnie by zrobić kilka zdjęć. Parę razy oberwałam w głowę obiektywem, raz dostałam łokciem w żebro… jedyne czym mogę się pocieszyć to to, ze po raz pierwszy mamy zdjęcia robione z lepszej perspektywy niż profesjonalni fotografowie :)

10513302_10203401415979442_4577457608651558258_n

N: Chłopcy spóźnili się jakieś 20 minut. Jednak są młodzi, więc możemy im zaliczyć to jako studencki kwadrans. Przeraziły mnie trochę piski dziewczyn znajdujących się niedaleko od nas. Chwilę potem przypomniałam sobie, że średnia wieku członków zespołu jest nieco niższa niż nasza. Tak więc nastoletnie, poniesione emocjami fanki, zawsze będą na takich koncertach normą J  Zaczęli z grubej rury, czyli od „Burning Down”. Od razu poczułam, drastyczną różnice w emocjach pomiędzy ich grą na żywo i tą którą znam z płyty. Krążek to dla mnie kawał całkiem dobre muzyki, ale obawiałam się czy ich muzyka nie poniesie mnie tak jak bym tego chciała. Poniosła! Aż gumkę do włosów zgubiłam!

Już chwilę po rozpoczęciu zaczęłam skakać jak opętana. Skakałabym więcej, ale miałam odwieczny problem koncertowicza- baaardzo chciało mi się iść do toalety, ale z drugiej strony nie wyobrażałam sobie stracić ani minuty z dobrze zapowiadającego się koncertu. Z tego powodu musiałam zadowolić się „skakaniem umiarkowanym”, czyli nie tak jak Roksa ;)

Zespół nie zadowolił się zaśpiewaniem tylko utworów ze swojej debiutanckiej płyty. Oprócz nich usłyszeliśmy też parę kawałków, które nie zostały zakwalifikowane na krążek m.in. „My Fovorite Kind Of Cigarrets” czy „Everybodys Fine Nobadys Happy”. Usłyszeliśmy też zakręconą wersję piosenki „Elektryczny”, która oryginalnie jest singlem Męskiego Grania, w wykonaniu Dawida Podsiadło i Moniki Brodki. Przy tym utworze każdy wyśpiewał refren. Bo kto tej piosenki nie słyszał?

R:  Świetne „Love Again” , zapowiadające się na kolejny singiel „Diadre” oraz hit „Reconcile”… usłyszeliśmy wszystkie topowe kawałki grupy i ciut więcej. Każda piosenka została wykonana w sposób lepszy niż mamy okazje usłyszeć na płycie – czyli tak jak powinno być!

 

N: Dawida Podsiadło miałam okazje już raz usłyszeć. W czerwcu, kiedy promował swój debiutancki, solowy krążek, został wybrany jako support zespołu 30 Seconds To Mars w Rybniku. Targały mną mieszane uczucia. Zremiksowane utwory, które miałam okazje usłyszeć, nie do końca do mnie przemówiły. Jednak już wtedy zauważyłam, że Dawid ma bardzo ciekawe sceniczne zachowania. Jak zaczyna mówić to pozostaje nam się tylko śmiać z jego nieogarnięcia. Tak samo było w piątek. Po pierwszych piosenkach gitarzyście Oskarowi zerwała się struna, więc nieoczekiwanie Dawid musiał nas zabawiać przez jakieś 10 minut. No i zaczęło się! Na początek usłyszeliśmy jakie odgłosy wydaje pluszowy pterodaktyl, żeby już chwilę później zobaczyć go lecącego w tłum. Potem usłyszeliśmy jak to Curly Heads lubi dinozaury i tym tropem Dawid doszedł aż do stwierdzenia, że Hollywood ukradło im pomysł na „Jurrasic World”. Zostało mi tylko plaśnięcie ręką w czoło i leżenie ze śmiechu na barierkach.

R: Z mojej perspektywy wyglądało to nieco inaczej. Po raz pierwszy miałam okazję usłyszeć Dawida Podsiadło na żywo. Niestety dla mnie 3 pierwsze utwory były ciągłą walką z obiektywami aparatów. Nieco zablokowana miałam okazje przyjrzeć się wokaliście, który wydawał mi się nieco zagubiony na scenie. Dawid mruczał coś cicho do mikrofonu i miotał się pomiędzy gitarzystami. Wydawał się być lekko stremowany, czego nie spodziewałam się po artyście, który posiada już spore doświadczenie w występowaniu przed publiką. Nagle  - sytuacja z pękniętą struną. Zaskoczyłam się w bardzo pozytywny sposób. Rozpoczął się improwizowany monolog wokalisty dotyczący dinozaurów i pluszowego pterodaktyla, który poszybował w rozchichotany tłum. Dawid okazał się zwykłym, jeszcze nieskalanym przez sławę chłopakiem z dosyć specyficznym poczuciem humoru. Lody z publiką zostały przełamane, a serca wszystkich  fanek skradzione!

10336802_10203401414579407_6327334089778803586_n

N: Koncert na pewno będę wspominać bardzo pozytywnie. Kocham te momenty, kiedy zespół na żywo okazuje się lepszy niż na płycie. A tu mogliśmy usłyszeć pięciu młodych i bardzo utalentowanych chłopaków- Dawida, Oskara, Tomka, Tomka i Damiana. Nie miałam wrażenia, że jest to koncert Dawida Podsiadło i Curly Heads, stąd mój bardzo pozytywny odbiór całego występu. Widać, że Ci muzycy lubią się nie od wczoraj i kochają to co robią. Ogromne wrażenie zrobił na mnie perkusista. Kiedy tylko w pierwszej połowie koncertu zauważyłam trik, który wykonuje z pałeczką, nie mogłam oderwać wzroku. Na pewno uplasował się wysoko na mojej osobistej liście ulubionych bębniarzy.

R: Zazwyczaj to ja ekscytuje się perkusistami i komplementuje ich umiejętności. Tym razem miałam jednak idealny widok na dwóch Tomków, których piękne włosy przykuły moją uwagę na większą część koncertu :)Dopiero na bisie Nessa kazała mi spojrzeć  na Damiana Lisa – perkusistę. Pozwolę sobie nazwać go polskim, raczkującym Zoltan’em Chaney’em, a dla niezorientowanych w temacie dorzucam filmik :)

 

N: Oficjalnie Curly Heads opanowało moje raczkujące konto na last.fm. Czekam na kolejny koncert i oczywiście następne płyty!

R: Nessa przypomniała mi o występie Curly Heads w programie „Mam Talent”. Jurorzy zaproponowali by Dawid Podsiadło rozstał się z zespołem i przeszedł dalej pozostawiając kolegów. Od tego wydarzenia minęło kilka lat. Dawid pozostał lojalny wobec reszty grupy, nie będąc pewny czy właśnie nie przepuścił swojej szansy na solową karierę. Sądzę, że tam, przed Agnieszką Chylińską, dokonał w rzeczywistości najlepszego wyboru w swoim życiu.  Teraz nie tylko ja wróżę im karierę, która „wycieknie” daleko poza polskie granice. Z takim repertuarem i takimi włosami musza osiągnąć sukces :)

10255173_10203401425739686_5326361928732239109_o

Dla tych, którzy nie mieli okazji obejrzeć – Curly Heads w Mam Talent: http://mamtalent.tvn.pl/aktualnosci,1911,n/zyskal-w-oczach-kolegow-stracil-szanse-na-kariere,13806.html